Dodatek specjalny
WP Dodatek specjalny Partner wydania
Partner wydania
Kilkadziesiąt lat temu definicja słowa "luksus" była nader oczywista: przesada, nadmiar, zbytek. Bizancjum bardziej niż Le Corbusier. Wielkie domy na wielkich posiadłościach, prywatne odrzutowce z jacuzzi na pokładzie, afiszowanie się zamożnością. Teraz sprawy mają się zgoła inaczej.

Tak naprawdę miłośników luksusu sprzed kilku dekad niewiele dzieliło od ich przodków, którzy w bogato zdobionych karetach przemykali ulicami miast, afiszując się swym stanem posiadania. Ich życie było w pełni beztroskie, a los innych obywateli pozostawał im całkowicie obojętny.

Można by to określić jako "kolonialne" pojmowanie luksusu: traktowano go jako coś należnego z natury, zdobycie czego milcząco zakładało wykorzystywanie innych ludzi i brak jakichkolwiek ograniczeń. Życie toczyło się powoli, nikt się nie spieszył. Na inny kontynent można się było przedostać tylko statkiem, co wprawdzie odbywało się z maksymalną możliwą wygodą, ale trwało strasznie długo.

Lotnicza rewolucja

Ogromny wpływ na zmianę postrzegania luksusu miała druga wojna światowa. Tysiące obywateli różnych krajów, służących w wojsku, podróżowało po świecie, poszerzając swoją wiedzę. Do przodu poszła także technologia. Po zakończeniu działań wojennych na światowym rynku pojawiły się setki niepotrzebnych już samolotów transportowych, sprawiając, że bardziej egalitarna forma transportu stała się możliwa: loty samolotami komunikacyjnymi.

Źródło: materiał partnera

Struktura społeczna świata zmieniła się nie do poznania. W niepamięć odeszły czasy, w których pewne klasy społeczne mogły pozwolić sobie na to, by nie pracować. Za to zaczęto podróżować w odległe zakątki Ziemi i zdolność do takich wojaży stała się jednym ze składników ówczesnej definicji luksusu.

Jednocześnie w wielu krajach wojenne zniszczenia miały długotrwałe skutki – wiele lat zajęła im odbudowa fundamentów gospodarki. Konsekwencje były głębokie także dla motoryzacji. Tradycyjne luksusowe marki samochodowe, budujące auta stara metodą, produkując tylko podwozia z napędem i pozostawiając rękodzielniczym firmom karoseryjnym tworzenie na miarę nadwozi i wnętrz, w większości upadły.

Cud gospodarczy i kryzys paliwowy

Eksplozja rozwoju gospodarczego Europy Zachodniej w latach 60. przyniosła modę na coraz bardziej komfortowe samochody luksusowe z coraz większymi silnikami – ludzie zamożni mieli dokąd pojechać, po rozwijającej się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej sieci dróg, i chcieli czynić to sprawnie oraz szybko.

Rozbudowywane na całym kontynencie autostrady zachęcały do korzystania z aut z potężnymi silnikami o dużej pojemności. Nikt nie zwracał uwagi na zużycie paliwa, znów powstawały mniej lub bardziej efemeryczne firmy, zajmujące się budową ekstrawaganckich samochodów. Niektóre z nich nazwano wkrótce później supersamochodami.

Osiem cylindrów, dwanaście – wydawało się, że przejawom nowego konsumeryzmu nie będzie końca. Ale... przydarzył się kryzys paliwowy, po którym sporo producentów samochodów albo zmieniło strategię, albo już nigdy się nie podniosło.

Brak czasu i poczucie odpowiedzialności

Wraz z rozwojem nowych sposobów komunikacji nasz europejski świat znów bezpowrotnie się zmienia. Na wszystko brakuje czasu, na dodatek nauczyliśmy się poczucia winy wynikającego z tego, jak obciążamy nasze naturalne środowisko.

Nieważne, jak duży ktoś ma majątek, poruszanie się autem, które emituje dużo zanieczyszczeń, jest społecznie i towarzysko nie do przyjęcia. To także kwestia odpowiedzialności za swoją własną przyszłość – tak jak staramy się nie spożywać jedzenia z GMO czy nafaszerowanego antybiotykami i sztucznymi konserwantami – w obawie przed chorobami, jakie mogłyby nas dotknąć – tak samo dbamy o jakość wdychanego przez nas powietrza.

Na dodatek samochód ma być azylem, który daje nam spokój, ułatwiając akt prowadzenia i pozwalając na korzystanie z dobrodziejstw współczesnych kanałów komunikacji. Ma nam oszczędzać czas, ale nie przez bezmyślny pęd do osiągania coraz wyższych prędkości, a przez ułatwianie nam trudnych czynności, takich choćby jak parkowanie w ciasnych zakamarkach miast.

Takim samochodem jest na przykład nowy Lexus ES, wóz, który dając wielką przyjemność z jazdy, jednocześnie wywiera niezwykle ograniczony wpływ na środowisko naturalne, emitując wyjątkowo mało zanieczyszczeń. Wygodny i wypełniony pięknym brzmieniem muzyki z audiofilskiego zestawu audio, Lexus ES występuje także w wersji z napędem hybrydowym. Do tego jest zauważalnie większy w środku – miejsce z tyłu i bagażnik – od modelu GS, który zastępuje, oraz wyjątkowo korzystnie wyceniony.

Źródło: materiał partnera

Ceny podstawowej wersji Elegance zaczynają się od 204 900 złotych, a już w standardzie otrzymujemy wiele elementów wyposażenia znanych z najdroższych limuzyn. Między innymi automatyczną skrzynię biegów, reflektory LED, system multimedialny z dużym 8-calowym ekranem, możliwość wybrania jednego spośród 3 trybów jazdy za pomocą systemu AVS, 17-calowe aluminiowe felgi, szyberdach oraz inteligentny kluczyk, kamerę cofania z czujnikami parkowania, wspomniany system audio z 10 głośnikami. A także zestaw systemów bezpieczeństwa, aktywny tempomat oraz elektrycznie regulowane i podgrzewane fotele z podparciem lędźwiowym.

Na dzisiejszych zatłoczonych drogach sama podróż, luksusowo wygodna, nadal jest ważnym celem. Natomiast tak samo jak w rzeczywistości powojennej priorytety społeczne zmieniły się. Uwaga konsumentów przesunęła z potrzeby "szpanowania" stanem posiadania (szczególnie przy możliwości użytkowania atrakcyjnych aut za niską miesięczną ratę) na poczucie odpowiedzialności za losy naszej planety. To bardzo istotny trend, którego wprost nie można zlekceważyć.